poniedziałek, grudnia 25

Roczne podsumowanie - Serialowy zawrót głowy


Jakiś czas temu pisałam, że w tym roku postanowiłam wycofać się z nadrabiania za wszelką cenę serialowych zaległości. Owszem, nie lubię gdy coś nade mną wisi i upomina się o uwagę, ale jaki jest sens w oglądaniu rzeczy, które już dawno przestały mnie bawić? Dlatego też zrezygnowałam z kontynuacji tasiemców w stylu Supernatural (chociaż tak lubiłam braci Winchester) czy The Big Bang Theory (kiedyś był naprawdę zabawnym serialem) i skupiłam się na produkcjach, których oglądanie sprawia mi radość.


Oczywiście rok 2017 był rokiem premier. Pojawiły się nowe sezony Gry o Tron, The Walking Dead i Stranger Things. Tytułów tych chyba nie muszę nikomu przybliżać. O ile Gra o tron Stranger Things w moim odczuciu udźwignęły ciężar spoczywającej na nich presji (o wszelkich niedociągnięciach rozpisywać się nie będę), to z The Walking Dead sprawa nie wygląda najlepiej i przyznać muszę, że twórcy zafundowali nam najgorszy sezon w całej historii serialu. Druga jego połowa, która ujrzy światło dzienne chyba w lutym (nie sprawdzałam dokładnie więc musicie mi wybaczyć) nie zapowiada się niestety lepiej. Ci co oglądali, z pewnością przyznają mi rację. Miejmy nadzieję, że scenarzyści pójdą jednak po rozum do głowy i zrezygnują z idiotycznych zagrywek fabularnych, które niczego mądrego do całości nie wnoszą.

Zaraz po tym jak postanowiłam zakończyć swoją przygodę z nic nie wnoszącymi do mojego życia produkcjami, rzuciłam się z impetem w ramiona Netflixa. Ilość proponowanych przez tę platformę tytułów mnie poraziła i w chwili obecnej Netflix jest mi niezbędny do życia w takim samym stopniu jak Spotify, a cena jaką oferuje jest naprawdę niewielka w stosunku do jego filmowo-serialowych zasobów.

Z jakimi serialami miałam więc okazję w ostatnim czasie się zapoznać? Przede wszystkim udało mi się skończyć 5 sezon Orange Is The New Black. Męczyłam go niemiłosiernie i z przykrością stwierdzam, że podobnie jak w przypadku TWD, był to najsłabszy sezon w historii tego serialu. Nijak mu do sezonów poprzednich, które mimo wad i niedociągnięć miały jakiś motyw przewodni i potrafiły go sprawnie poprowadzić. Bunt więźniarek rozciągnięty na 13 odcinków oglądało się kiepsko i bez większego zaangażowania. Czasami więcej wcale nie znaczy lepiej.



Ania, nie Anna to netflixowa wersja przygód Ani z Zielonego Wzgórza, która jest o tyle ciekawą propozycją, że pozwala widzowi spojrzeć na całą tę historię z nieco innej perspektywy. Poszczególne wątki zostały bardziej rozbudowane niż ich książkowe odpowiedniki, przez co całość może sprawiać wrażenie nieco rozciągniętej i przegadanej, ale przepiękne zdjęcia i wspaniała obsada aktorska sprawnie to wszystko rekompensują. Tym, którzy wciąż się zastanawiają - serdecznie polecam.




DARK to serial, o którym ostatnio zrobiło się bardzo głośno. Ta niemieckojęzyczna produkcja Netflixa zadebiutowała na platformie 1 grudnia i już zdążyła zaskarbić sobie uznanie widzów i krytyków. Mnie osobiście nie porwała tak bardzo jak tego oczekiwałam, jednak wciąż uważam, że jest to bardzo ciekawa propozycja i poświęcenie jej uwagi nie będzie stratą czasu. Zarys fabuły przypomina nieco klimatem słynne już Stranger Things: mamy małe miasteczko, w którym w niewyjaśnionych okolicznościach zaczynają ginąć ludzie. Jednak na tym podobieństwa się kończą. DARK jest bardziej mroczny niż jego amerykański kuzyn i miejscami też zbyt zagmatwany, przez co trzeba oglądać go bardzo uważnie. Atmosfera, towarzysząca nam przez 10 odcinków jest ciężka, czasem wręcz klaustrofobiczna. Na uwagę na pewno zasługują zdjęcia oraz wspaniała ścieżka dźwiękowa, która jest jednym z największych atutów całej produkcji. Utwory zostały dobrane perfekcyjnie i za to realizatorom należą się ogromne brawa. Wiemy już na pewno, że powstanie drugi sezon, więc sama jestem bardzo ciekawa dokąd zmierza ta cała historia.



Spośród innych rzeczy, z którymi zapoznałam się w tym roku wymienić mogę Serię niefortunnych zdarzeń, również poleconą mi przez Netflixa (nie, nie jest to post sponsorowany;)). Czytałam całkiem przyzwoite recenzje dotyczącego tego serialu, więc sama postanowiłam sprawdzić ile w nich prawdy. No i bawiłam się całkiem nieźle, choć muszę przyznać nie jest to konwencja, w której gustuję. Owszem, zdjęcia i lokalizacje są przepiękne, a wszystko kolorystycznie i wizualnie gra ze sobą doskonale. Aktorsko również jest bardzo dobrze – Neil Patrick Harris w roli Hrabiego Olafa jest fenomenalny i odważę się stwierdzić, że to on ciągnie cały serial. Gorzej rzecz ma się niestety z samą fabułą, która jak na mój gust jest nieco infantylna i przewidywalna. Na ile jest ona wierna książkom, nie wiem, bo przyznam szczerze, że ich nie czytałam. Mimo wszystko jest to pozycja godna uwagi. Choćby przez wzgląd na swoją wyjątkowość.




Na koniec parę słów o tym, co aktualnie oglądam. Na różnych blogach natknęłam się na posty polecające serial 13 Powodów. W chwili, gdy piszę te słowa mam za sobą 5 odcinków. Historia opowiada o wydarzeniach, które mają miejsce po samobójczej śmierci nastoletniej Hannah. Dziewczyna przed śmiercią rozsyła do grupki znajomych kasety, na których zawarła informacjęedotyczące powodów, które wpłynęły na podjętą przez nią decyzję. Póki co, nie mogę się wypowiedzieć na temat całego serialu bo najważniejsze wydarzenia dopiero przede mną, ale nie omieszkam o nim wspomnieć przy innej okazji. Ogląda się go jednak ze sporym zainteresowaniem i na pewno w najbliższym czasie pochłonę kilka kolejnych odcinków.

Podsumowując - rok 2017 upłynął mi w przeważającej większości na serialach rekomendowanych przez Netflixa i mam nadzieję, że kolejne tytuły, które czekają w kolejce będą równie ciekawe jak te, z którymi zdążyłam się już zapoznać :) Może podpatrzycie tu coś dla siebie i umilicie sobie te ostatnie dni kończącego się roku ;)



Źródła fotografii:
www.thehollywoodoutsider.com
www.dreadcentral.com
www.seriemaniacos.tv
www.dailynews.com
sm.ign.com

sobota, grudnia 23

Roczne podsumowanie - Najlepsze albumy muzyczne


Tak wiem, Święta dopiero się rozpoczynają, więc na podsumowania 2017 roku jest jeszcze czas, jednak rzeczy o których chciałabym w tym miejscu wspomnieć jest tak wiele, że wolę rozbić to na poszczególne etapy, skupiając się na tym co było dla mnie w ostatnim czasie szczególnie ważne i zrobić to naprawdę porządnie.

poniedziałek, listopada 20

5 minut z muzyką - Green Day - Back In The USA



Są od ponad piętnastu lat moim ulubionym zespołem, mają swoje oddane grono wielbicieli, osiągnęli w muzyce niemal wszystko, a jednak pozostali wierni swoim przekonaniom i nie zmienili się aż tak bardzo na przestrzeni tych trzydziestu lat istnienia.

W tym roku powracają z prezentem w postaci kompilacji największych przebojów, serwując jednocześnie jeden niepublikowany wcześniej utwór - Back In The USA. Nie jest to propozycja jakoś szczególnie ambitna, nie zmieni ona Waszego postrzegania muzyki i nie jest to też coś, co zapisze się na stałe w "grindejowej" historii. Jest to po prostu przyjemny, melodyjny utwór ze skłaniającym do refleksji tekstem i dość ciekawym teledyskiem. Warto się więc zapoznać :)






Źródła:

poniedziałek, listopada 13

5 minut z muzyką – Aurora - Runaway



Tym krótkim postem chciałabym rozpocząć na blogu zupełnie nowy cykl, który będzie ukazywał się w każdy poniedziałkowy wieczór, a cel przyświecać będzie mu jeden – chcę zapoznać Was z utworami i artystami, którzy w mojej opinii zasługują na uwagę. Wielu z nich być może już znacie i darzycie równie wielką sympatią jak ja, a jeśli nie, to mam nadzieję, że przeznaczycie pięć minut Waszego czasu na poszerzenie muzycznych horyzontów.
This entry was posted in

sobota, listopada 11

Kulturalny niezbędnik czyli w co zaopatrzyć się jesienią?


Zawsze, ilekroć znużona jestem letnimi upałami i powtarzam, że z utęsknieniem czekam na jesienne chłody, to gdy mija październik (mój ulubiony miesiąc), a większość kolorowych liści już opadła z drzew, ratować muszę się rzeczami, które pomagają przetrwać mi ponure, dżdżyste dni. Nie znajdziecie tutaj nic szczególnie odkrywczego, bo podejrzewam, że większość z Was stawia jesienią na podobne zestawy ratunkowe jak ja, ale być może rzuci Wam się w oczy coś godnego uwagi i postanowicie dołączyć to do Waszej kolekcji ;)

wtorek, listopada 7

Dlaczego warto obejrzeć serial Stranger Things?



Jeżeli jesteście stałymi użytkownikami Internetu, a z pewnością jesteście, bo kto w dzisiejszych czasach nie korzysta z dobrodziejstw nowoczesnej technologii, to na pewno gdzieś już natknęliście się na nazwę tego hitowego serialu Netflixa.
Być może już wcześniej zasililiście grono jego wiernych fanów (lub też nie, kwestia gustu), ale jeśli zastanawiacie się czy wypada poświęcić kilka godzin Waszego cennego czasu na zapoznanie się z nim, to postaram się Was przekonać, że jednak warto.

Stranger Things – czyli z czym się to właściwie je?

Serial autorstwa braci Dufferów zadebiutował na platformie Netflix 15 lipca 2016 r. i od razu spotkał się z ciepłym przyjęciem ze strony zarówno widzów, jak i krytyków. Fabuła opowieści koncentruje się wokół wydarzeń w amerykańskim miasteczku Hawkins w stanie Indiana i rozpoczyna w nocy 6 listopada 1983, kiedy to jeden z jego mieszkańców, dwunastoletni Will Byers znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Joyce, matka chłopca, usiłuje go odnaleźć, a pomaga jej w tym policjant Jim Hopper oraz brat i przyjaciele zaginionego. Żeby było jeszcze dziwniej, następnego dnia w Hawkins zjawia się dziewczynka z tajemniczymi zdolnościami, która prawdopodobnie zna miejsce pobytu Willa.




Dlaczego nie będzie to zmarnowany czas?

Stranger Things jest w moich oczach przede wszystkim ukłonem w stronę lat 80-tych ubiegłego stulecia. Zarówno klimat, jak i sama fabuła czerpią garściami z tego, co w popkulturze tamtego okresu najlepsze. Mamy więc wciągającą przygodę, nastoletnich bohaterów, tajemnicę, mroczne siły, które chcą zapanować nad światem, rządowy spisek, tajne eksperymenty, a wszystko to okraszone charakterystyczną muzyką elektroniczną i przyjemnymi dla oka zdjęciami.

Podczas oglądania pierwszego sezonu nie mogłam opędzić się od porównań do twórczości Stephena Kinga. Osoby, które miały okazję zapoznać się z książkami mistrza horroru z pewnością od razu wyłapały podobieństwa. Bo czyż gdzieś już wcześniej nie widzieliśmy podobnej zgrai bohaterów płci męskiej, do której dołącza ładna dziewczynka i pomaga im w rozwikłaniu mrożącej krew w żyłach zagadki? Skojarzenia z „IT” są aż nazbyt oczywiste. Nie uważam tego jednak za wadę. Złośliwi mogą narzekać, że podobne rzeczy w kinie i telewizji już były, ale ja jednak ośmielę się stwierdzić, że skoro współczesna telewizja zalewa nas co chwilę gniotami, których wartości nie ośmielę się wycenić, to taki powrót do klasyki gatunku może być tym, czego nam wszystkim tak bardzo potrzeba. Drugi sezon Stranger Things, który miał premierę w tym roku, zdaje się to tylko potwierdzać.

Ogromnym atutem całego serialu jest ponadto zróżnicowanie wątków, które mamy okazję śledzić i równomiernie zachowane proporcje pomiędzy akcją a rozwojem postaci. Dzięki takim zabiegom fabularnym widz może spokojnie obserwować przemianę bohaterów i wyrabiać sobie własne zdanie na ich temat. Duża w tym też zasługa samych nastoletnich aktorów, którzy wykonali kawał solidnej roboty i wykreowanych przez nich postaci po prostu nie da się nie lubić, a na pewne niedociągnięcia i dziury w fabule starajmy się po prostu przymykać oko (trochę niedopracowana jak dla mnie postać Lucasa i nieprzekonujący wątek Eleven w 2 sezonie).

Dla kogo?

Stranger Things prawie na pewno spodoba się fanom klasycznych przygodówek typu "Goonies”, „Ghostbusters”, „ET”. Usatysfakcjonowani również będą fani twórczości Stephena Kinga, a także wszystkie osoby rozkochane w niepowtarzalnym klimacie lat 80-tych. Sceptycy też mogą próbować, istnieje spore prawdopodobieństwo, że i Wam się spodoba ;)